Wiatr smaga twoją twarz podwiewając włosy. Zmierzasz przed siebie, w nieznaną przestrzeń. Oddychasz letnim wiejskim dniem sycąc zmysły otaczającą cię przyrodą. Wydaje się ona rozprzestrzeniać przed tobą swe nieskończone piękno niemal w całej okazałości. Robi to w sposób, którego nigdy wcześniej nie było dane ci doświadczyć… Robi to tak łagodnie i dumnie, odsłania obraz i dźwięk, kolor rozświetlonej słońcem wody i śpiew ptaków… robi to dlatego, że osoba obok ciebie jest częścią tego świata, zdaje się posiadać prawo i klucz do tego, co wzbudza w tobie zachwyt. Zna każdy odcień tego królestwa, o każdej porze dnia i roku. Mówi ci o tym w taki sposób, że gdy za chwilę zamkniesz swe powieki zobaczysz i poczujesz noc, zimę, jesienną mgłę, gwiazdy i kry… Poczujesz to wszystko w środku lata… Otacza cię muzyka i niebanalne słowo, przed którym otwierasz swój umysł chcąc je uchwycić. Pragniesz do tego wracać, jak najczęściej i jak najpełniej. Zapraszasz je do swej głowy i oddajesz miejsce, w którym będzie wzrastać aż pewnego dnia stanie się realną, niepokonaną tęsknotą… Czujesz się spokojny i wolny, nieskończenie wolny. Przez głowę przepływa ci myśl, że dzień, który przeżywasz mógłby być tym ostatnim w twoim życiu. Przeraża cię nawet to , jak bardzo czujesz się spełniony skoro zrodziła się w twoim młodym ciele ta cała, absurdalna w unikatowości sytuacji, gotowość na śmierć. Nagle zdajesz sobie sprawę, że świadomość możliwości istnienia takich chwil i nie doświadczania ich po powrocie do twojej rzeczywistości zmieni twoje życie, że właśnie w tej chwili masz WSZYSTKO. Stworzyłeś definicję szczęścia. Teraz będziesz mieć do czego boleśnie tęsknić. Każde słowo wypowiedziane wcześniej wydaje się być budowlą z kart, która jest zrównywana z ziemią przez ten sam wiatr, który czujesz na skroniach… Serce wali jak oszalałe…
.
.
.
“Na dole nad rzeką zobaczył Włóczykija, który siedział na poręczy mostu i dyndał nogami nad wodą. Na uszy wcisnął stary kapelusz.
- Cześć!- powiedział Muminek
- Cześć!- odpowiedział Włóczykij i grał dalej.
Słońce wyłoniło się właśnie zza lasu i świeciło prosto na nich. Siedzieli mrużąc oczy i machając nogami nad umykającą pod nimi lśniącą wodą. Czuli się beztrosko i szczęśliwie…”
.
.
.
I odtąd niech każdy powiew wiatru przypomina ci te chwile…