definicją szczęścia…

7 Lipiec 2009 · Dodaj komentarz

Wiatr smaga twoją twarz podwiewając włosy. Zmierzasz przed siebie, w nieznaną przestrzeń. Oddychasz letnim wiejskim dniem sycąc zmysły otaczającą cię przyrodą. Wydaje się ona rozprzestrzeniać przed tobą swe nieskończone piękno niemal w całej okazałości. Robi to w sposób, którego nigdy wcześniej nie było dane ci doświadczyć… Robi to tak łagodnie i dumnie, odsłania obraz i dźwięk, kolor rozświetlonej słońcem wody i śpiew ptaków… robi to dlatego, że osoba obok ciebie jest częścią tego świata, zdaje się posiadać prawo i klucz do tego, co wzbudza w tobie zachwyt. Zna każdy odcień tego królestwa, o każdej porze dnia i roku. Mówi ci o tym w taki sposób, że gdy za chwilę zamkniesz swe powieki zobaczysz i poczujesz noc, zimę, jesienną mgłę, gwiazdy i kry… Poczujesz to wszystko w środku lata… Otacza cię muzyka i niebanalne słowo, przed którym otwierasz swój umysł chcąc je uchwycić. Pragniesz do tego wracać, jak najczęściej i jak najpełniej. Zapraszasz je do swej głowy i oddajesz miejsce, w którym będzie wzrastać aż pewnego dnia stanie się realną,  niepokonaną tęsknotą… Czujesz się spokojny i wolny, nieskończenie wolny. Przez głowę przepływa ci myśl, że dzień, który przeżywasz mógłby być tym ostatnim w twoim życiu. Przeraża cię nawet to , jak bardzo czujesz się spełniony skoro zrodziła się w twoim młodym ciele ta cała, absurdalna w unikatowości sytuacji, gotowość na śmierć. Nagle zdajesz sobie sprawę, że świadomość możliwości istnienia takich chwil i nie doświadczania ich po powrocie do twojej rzeczywistości zmieni twoje życie, że właśnie w tej chwili masz WSZYSTKO. Stworzyłeś definicję szczęścia. Teraz będziesz mieć do czego boleśnie tęsknić. Każde słowo wypowiedziane wcześniej wydaje się być budowlą z kart, która jest zrównywana z ziemią przez ten sam wiatr, który czujesz na skroniach… Serce wali jak oszalałe…

.

.

.

“Na dole nad rzeką zobaczył Włóczykija, który siedział na poręczy mostu i dyndał nogami nad wodą. Na uszy wcisnął stary kapelusz.
- Cześć!- powiedział Muminek
- Cześć!- odpowiedział Włóczykij i grał dalej.
Słońce wyłoniło się właśnie zza lasu i świeciło prosto na nich. Siedzieli mrużąc oczy i machając nogami nad umykającą pod nimi lśniącą wodą. Czuli się beztrosko i szczęśliwie…”

.

.

.

I odtąd niech każdy powiew wiatru przypomina ci te chwile…

→ Zostaw KomentarzKategorie: Uncategorized

4 Czerwiec 2009 · Dodaj komentarz

Przerost formy nad treścią ustępuje przerostowi treści nad formą. Zamiana umiejscowienia dwóch słów zmienia wszystko. Wszystko prócz jednego- destrukcji, jakiej dokonują oba zjawiska w pokładach ludzkiego umysłu.

Załóżmy, że treść jest jednym zdaniem, ukierunkowanym, posiadającym cel, wypowiedzianym z szacunkiem do istoty słowa, zdaniem ulotnym, które “człowiek rozumny”* chce zatrzymać. Nie wnikajmy w powody, które motywują go do podjęcia działań- nie sposób je wymienić i odgadnąć. Może to być chęć zatrzymania zlepka miło łechcących zmysł słuchu sylab, dostrzeżenie wartości słowa( przypadek rzadszy, niestety), chęć wyrzucenia z siebie pseudoartystycznego efektu pseudoartystycznych starań w celu podwyższenia swego pseudoartystycznego ego, etc. . Żeby jakoś w sposób infantylny wytłumaczyć różnicę…

Przerost formy nad treścią.

Wyobraźmy sobie wielką kartkę białego papieru. Ktoś kto dokonuje pierwszej zbrodni chwyci ołówek i możliwie małymi literami zapisze na środku treść. Przyjrzy się jej i z pomrukiem zadowolenia zastanowi się nad nią przez chwilę krótką. Po chwili refleksji weźmie do rąk pastele i jak szaleniec zamaluje kartkę różnymi kolorami. Pokryje każdą niewinnie białą przestrzeń. Gdy już jego palce będą przypominać barwami strukturę dzieła spojrzy na nie i uśmiechnie się dopuszczając do siebie dumę z samego siebie i efektu szaleńczego zapału. Nie dostrzeże treści, zapomni o niej. Nawet jeśli przez głowę przemknie mu myśl, że oto zatuszował ją krzykiem odcieni fakt ten stanie się mu dalece obojętnym. Jest mordercą celu i sensu.

Przerost treści nad formą.

Mamy tę samą wielką kartkę białego papieru. Zbrodniarz numer dwa chwyci gruby pędzel i na oślep kreślić będzie pojedyncze kształty liter składających się na słowo. Rozmieszczać je będzie bez logicznego schematu. Staną się oderwanym strzępkiem , bez znaczenia. Różnymi kolorami zapisze zdanie parenaście razy aż cała kartka zbroczy się nieznośnym pomieszaniem kolorów. I ten spojrzy na swe dzieło a pierś jego rozpierać będzie królowa próżności.Nikt nigdy już nie dostrzeże prawdziwej kolejności początkowego ustawienia liter (gdzież dopiero mowa o słowach…). Treść przerośnie formę, sens zostanie pokonany przez nadmiernie wyeksponowane czynniki pierwsze. NIe obejdzie to mordercę celu i sensu.

Niestety, człowiek jest formą i treścią jednocześnie. I niech trwa odwieczna walka. O sens. O cel. O wieczną niewiadomą. Niech forma dusi treść, niech treść podniesie rękę na formę. Niech zabijają się i rodzą na nowo.

*ostatnio pojęcie ‘człowiek rozumny’ zaliczane jest przez autora tekstu do oksymoronów

→ Zostaw KomentarzKategorie: Uncategorized